Norwegia: początki…

Przeprowadzka do Trondheim stała się faktem. Czas poznać krainę chłodu, fiordów i ropy naftowej.

Już na pierwszy rzut oka miasteczko wydaje się niezwykle urokliwe – zielone, czyste, spokojne i pełne kolorowych domków. Położone na wzgórzach nad rzeką NidelvąTrondheimsfjorden, oferuje nieograniczone wręcz możliwości, jeżeli chodzi o spędzanie wolnego czasu. Można tutaj chodzić po górach, jeździć na rowerze (rekreacyjnie i wyczynowo), pływać kajakiem, żeglować, jeździć na nartach, biegać na nartach, trenować skoki narciarskie, latać na paralotni… W zasadzie można wszystko, wystarczy nieco chęci. Na każdym osiedlu znajdują się jakieś bieżnie, ścieżki, place zabaw, boiska do piłki nożnej, siatkówki, koszykówki i siłownie pod chmurką. W Trondheim nie sposób się nudzić.

Poza tym wszędzie dookoła jeżdżą ciche, elektryczne samochody (Teslę ma chyba co drugi Norweg), a sami Norwegowie to fani wszelkiego rodzaju sportów. Tutaj każdy jest aktywny – biega, jeździ na deskorolce, gra w golfa, uprawia triathlon, fruwa… Potomkowie Wikingów dbają o wizerunek i tężyznę fizyczną. 🙂

Z minusów wymienić mogę natomiast ceny w sklepach. Praktycznie wszystko w supermarketach jest 2-10 razy droższe niż w Polsce. Mało produktów jest w tej samej cenie, a już naprawdę ze świecą szukać czegoś tańszego. Na razie w znośnej cenie znalazłam tylko jeden rodzaj chleba, kukurydzę, makaron, pomidory w puszce, 3-kilogramową paczkę ryżu i ze dwa rodzaje mięsa. Przy czym trzy pierwsze produkty odpadają z listy zakupów, bo staram się ich nie jeść… Cóż, trzeba będzie do tego przywyknąć. 🙂

Na szczęście te małe niedogodności rekompensują nam widoki z balkonu. Są piękne!

 

You may also like...

I co o tym sądzisz?

Loading Facebook Comments ...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *