Julepost!

Zbliża się Boże Narodzenie i zimowe przesilenie, więc mniej więcej od połowy listopada wszystko w Norwegii jest “jule”. Julepølse (kiełbasa), julemarsipan (marcepan), juleost (ser), a nawet julemelk (mleko) i julebrus (soda)! Samo “Jul” oznacza natomiast cały okołoświąteczny okres.

Oczywiście większość produktów w “juleopakowaniach” to dokładnie te same artykuły, które można kupić w maju, tyle że w innych wdziankach. Z dzwoneczkami, śnieżynkami i reniferami. Jedynie nieliczni producenci przygotowują coś wyjątkowego. Starają się np. browary, które wypuszczają specjalne, nieco ciemniejsze i bogatsze w smaku piwo. Juleøl, rzecz jasna.

Poniżej cztery przykłady julejedzenia i julepicia, ale wcześniej jeszcze tylko kilka przemyśleń po zjedzeniu norweskiej kiełbasy. Choć w zasadzie nazwanie tej “pølse” kiełbasą jest pewnym nadużyciem, bo bardziej przypomina ona smakiem i strukturą naszą poczciwą parówę niż jedynie słuszną śląską. Tak więc… no nie jest to wyrób najwyższych lotów. Nawet w wersji białej, gotowanej, w dalszym ciągu konsystencja pozostaje ta sama. A doznania smakowe… cóż, bywało lepiej. Ale – żeby nie kopać już leżącego – dodam, że na plus julepølse mogę zaliczyć jej krótką listę składników. Niby tylko nieco ponad 50% mięsa, ale reszta to woda, przyprawy i tylko chyba dwa “E”. Jak na supermarketową parówę, to chyba niezły wynik.

Norweska (jule)nuta na dziś:

You may also like...

I co o tym sądzisz?

Loading Facebook Comments ...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *